Anna Urbańska

Znaleźliśmy prawdziwy list w butelce!

Naprawdę!

Jestem właśnie na corocznych wakacjach, na wyspie Hvar w Chorwacji. Śpimy pod namiotami, pływamy, pijemy wino, ja trochę pracuję, windsurfinguję (jeśli wiatr jest łaskaw powiać) i takie tam. Dziś tą wakacyjną rutynę przerwało znalezisko najprawdziwszego listu w butelce! Dryfował sobie w morzu, mniej więcej 100 metrów od brzegu. Dla mnie to prawdziwa retrospekcja z Wyspy Przetrwania, w której brałam udział rok temu, bo tam właśnie za pomocą listów w butelce byliśmy informowani o nadchodzących wydarzeniach i zadaniach odbierając co jakiś czas zagadkowe wiadomości.

List wywołał niemałe poruszenie i przed otworzeniem go padło tysiące teorii względem tego, jaka jest jego treść.

Co jest napisane w tym liście w butelce?

  • Może wysłali go jacyś rozbitkowie z bezludnej wyspy prosząc o pomoc?
  • Może ktoś z tonącej łodzi zapisał w nim swój testament?
  • Może napisał go ktoś sławny, zapraszając szczęśliwego znalazcę w ekskluzywną podroż jachtem?
  • Może są w nim zwinięte banknoty?
  • Może są tam zapisane plany przejęcia kontroli nad światem ? 
  • A może wysłała go jakaś nastolatka natchniona powieścią romantyczną, licząca na to, że będzie odnaleziony przez tego jedynego, pisanego jej młodzieńca?

To i tak tylko niektóre z teorii, bo wyobraźnia pracowała na całego.

list w butelce

Najbliższa prawdzie była ostatnia teoria, bo autorkami tego listu okazały się być dwie 15-letnie (w momencie pisania listu :)) dziewczyny z Niemiec. Emily i Julia.

Jeśli faktycznie liczyły one na to, że list odnajdzie jakiś przystojny młodzieniec i powstanie z tego piękne love story, pewnie będą rozczarowane. Pierwszą styczność z listem miał nie 20-letni Romeo, wrażliwy artysta mieszkający w nadmorskiej miejscowości, tylko 50-letni Marek z Polski, ojciec dwójki dorosłych dzieci 😉

Niestety Emily i Julia nie piszą za wiele o sobie. Były na wakacjach w Chorwacji, podobało im się. Postanowiły wysłać ten list, liczą na odpowiedź. Dołączają zabawny obrazek narysowany długopisem. Niestety nie podają kluczowych informacji – skąd dokładnie został wysłany (jak daleką drogę przybył żeby trafić w nasze ręce) i kiedy go wysłały. Papier jest już lekko pożółkły od słońca, ale ciężko mi określić, nawet szacunkowo, datę jego wysłania. Na szczęście dziewczyny podają swoje adresy, więc na pewno wyślemy im odpowiedź i postaramy się dowiedzieć trochę więcej na temat historii tego listu.

obrazek długopisem

I co dalej z tym listem?

Postanowiłam wysłać list ponownie w drogę, napisałam na osobnej kartce wiadomość dla kolejnego znalazcy i dane kontaktowe. Zabrałam go ze sobą na desce windsurfingowej jak najdalej od brzegu i wysłałam 🙂 Kto wie, może kolejny znalazca też zechce to kontynuować…

Rozglądajcie się więc uważnie i szukajcie dryfujących w morzu butelek! Jeśli taką zobaczycie, wyławiajcie. Może będzie tam mój list, a nawet jeśli nie, to oczyścicie środowisko ze śmiecia.

Przydarzyło się Wam kiedyś coś podobnego?

A może sami wysłaliście kiedyś list w butelce i wciąż czekacie na odpowiedź?

Podzielcie się historiami w komentarzach!